GRAFICZNY NIERZĄD

Myślę, że każdy grafik spotkał się z sytuacją, w której jest proszony o zrobienie czegoś wbrew jego woli.
O zmianę fontu na Comic Sans, o wstawienie zdjęcia z Worda słabej jakości, o powiększenie logo razem z tekstem bez względu na poprawną kompozycję i estetykę, o czerwone napisy na innym jaskrawym kolorze "żeby się wyróżniało".



Zawsze myślałem, że warto walczyć o swoje i bez względu na wszystko starać się, aby projekt był atrakcyjny nie tylko dla klienta, ale także dla samego grafika. Po poruszeniu tematu na forum Graffika.pl okazało sie, że najwidoczniej mało wiem o świecie i jeszcze nie trafiłem na klienta, którego można przekonać do swojego zdania.



Użytkowniczka Mrs.Bungle z forum Graffika.pl
Najmocniejsze działo, jakie można wysunąć w takiej sytuacji to - "Proszę Pana, tutaj pracują specjaliści. Oczywiście, możemy zmienić projekt wg Pana zaleceń, ale NIE GWARANTUJEMY ZYSKU". Na hasło "ZYSK" każdy zleceniodawca zaczyna się zastanawiać czy oby na pewno racja jest po jego stronie.

Użytkowniczka zebzanet z forum Graffika.pl
Są dwa typy projektów, które robię - te, które umieszczam w portfolio i te, do których nigdy się nie przyznam. 
Jeżeli mieszkałabym z rodzicami albo odziedziczyła ogromny majątek z powodzeniem unikałabym robienia grafikogówna. A, że jak wspomnieli poprzednicy - klient nasz pan, jak chcesz kasę, robisz i tyle. 
Zawsze staram się udowodnić swoje racje kiedy przedstawiam jakiś problem, choć nie wiem jak świetnie nie byłyby uargumentowane moje decyzje, jeśli klient sobie coś ubzdura to dupa - albo robisz albo żegnasz się z gotówką. A jeśli żegnasz się z gotówką, to żegnasz się z tym klientem pewnie na dłużej. A jeść za coś trzeba, rachunki płacić trzeba, smutna sprawa ale co poradzić?
Mój art director mówi wprost - czasami trzeba schować dumę do kieszeni. Polski klient jeszcze nie jest na tyle uświadomiony żeby w pełni zaufać firmie, której płaci przecież niemałe kwoty. Może to jest kwestia czasu, może :)

Użytkownik sellcast z forum Graffika.pl
Krązy taka anegdota:
Gadam sobie z grafikiem, webdesigner, pracuje na wypaśnym sprzęcie itp., ale pracuje sam - samozatrudnienie, ot co. gadamy sobie w najlepsze o bzdurach gdy nagle dzwoni do niego telefon. Odbiera. Słucha.- Skontaktuję się z działem marketingu, oddzwonię.Odkłada telefon i tłumaczy z niesmakiem:- Klient chce zmienić motyw kolorystyczny strony z granatowego na niebieski. Nie chce mi się kuźwa tego teraz zmieniać, za dużo roboty.Sięga po telefon i dzwoni (mniej więcej tak to szło):- Witam. Po konsultacji z działem marketingu muszę powiedzieć, że nie ma nawet mowy o takiej zmianie. Badania branży wykazują, że aktualny kolor będzie najlepszy dla aktualnego rozwiązania. Jakakolwiek ingerencja w aktualny styl kolorystyczny wpłynie negatywnie na projekt i jego skuteczność a tego sobie państwo na pewno nie życzą. 
Coś takiego mniej więcej. 

Ale wracając do tematu - jak źle trafisz, to musisz robić jak każą. Jak pracujesz w agencji, to szef każe ci robić to, co klient chce i już. Jak jesteś sam sobie szefem, to już możesz podjąć inne działania. Dużo rozmawiać z klientem i mówić szczerą prawdę. Pierwszy raz tak zrobiłem pracując w agencji reklamowej. 

Staram się wierzyć w to, że nie ma takich sytuacji, w których trzeba w 100% słuchać klienta i zawsze warto stać przy swoim i dążyć do tego, żeby nie robić gówna.
Nawołuje do wszystkich grafików i innych ludzi, który spotykają się z tym problemem, do intensywnej pracy nad projektem aż do momentu, kiedy będzie nam się naprawdę podobał. Polecam uczucie i smak satysfakcji w momencie, w którym po absurdalnych komentarzach klienta udaje wyczarować się coś dobrego i w miarę estetycznego.
Być może nie byłem jeszcze naprawdę przyparty do muru, nie byłem na skraju bankructwa i nie doświadczyłem żadnego przymusu, który kazał mi robić słabe projekty za słabe pieniądze, a tylko kwestią czasu jest kiedy stanę nad przepaścią i zostanę zmuszony do odrzucenia całego swojego honoru i dokładnego wykonywania poleceń klienta, ale póki co jestem zdania, że zawsze można dojść do udanego kompromisu i stworzyć projekt, którego nie będziemy musieli się wstydzić.

Nie mówię, że za każdym razem w 100% mi się to udaje i zachwycam się wszystkimi swoimi pracami, ale głęboko wierzę, że tak się da.

3 komentarze:

Aleksandra Simińska pisze...

Podzielam, wiara czyni cuda :) I też jestem w tej kwestii głęboko wierząca. Gdyby każdy kto ma kontakt z klientem dogadując projekt naprawdę chciał przynajmniej w części przeforsować swoje zdanie uświadamiając klienta, to światek projektowania za każdym razem ciut-ciut by się zmieniał. Niestety często w tych wszystkich pseudo agencjach i pseudo studiach nikt nawet nie próbuje podjąć dialogu z klientem, czego wynikiem są te wszystkie beznadziejne reklamy dookoła na które jesteśmy skazani w przestrzeni publicznej (to, że czasem nie da się przemówić delikwentowi do rozumu to inna rzecz - trzeba próbować). Chwała Panu, że jest coraz więcej miejsc gdzie taki dialog rzeczywiście istnieje - niech rosną w siłę!

Andrzej pisze...

Ech... życie...
Bez względu na to czy agencja, czy własna DG, klienci są tacy sami. No może nie ma pośrednika w postaci durnego szefa, który też swoje "pomysły" dołoży :)

MHP pisze...

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać, ale najlepszym rozwiązaniem w takich sytuacjach jest kompromis. Zawsze można go przynajmniej próbować wypracować :)